Jak wyeliminować podjadanie?

podjadanie

Jak wyeliminować podjadanie?

„Monia wpierniczam jak głupia, nie mogę poradzić sobie z podjadaniem, chodzę wiecznie głodna”… brzmi znajomo?

Jeżeli ten problem dotyczy również Ciebie, zapraszam do lektury! 

Większość osób nie zdaje sobie sprawy z ilości spożywanego pokarmu w ciągu dnia. Spotkałam się w swoim gabinecie chyba już z każdą z możliwych skrajności. Najczęściej występującą jest ta z nagłówku, bądź też: „Monia ja tak mało jem, a wciąż nie chudnę”.

Niezależnie od przypadku, zawsze proszę o to samo, a mianowicie o prowadzenie dzienniczka żywieniowego przez 2-3 dni z dokładnie odnotowaną godziną oraz ilością spożytego pokarmu. Smaczki jakie w nich wychodzą wprowadzają mnie niekiedy w zawał.. (szczególnie te weekendowe) 

Śniadanko ładnie, pięknie- owsianka z owockami i orzechami na bogato, ale… potem zaczyna się pęd życia i codzienność. W pracy na szybko wjeżdża drożdżówka/ czy też inne kupne, gotowe do spożycia produkty, potem w przerwie obiadowej szybki lunch z bistro za rogiem, a że w pracy się wszystko przeciągnęło, musiałeś wziąć kolejne nadgodziny, przegryzasz pomiędzy obowiązkami to, co znajdziesz pod ręką. Wracasz do domu, jest 21.00, a Ty umierasz z głodu i nie masz chęci nic samemu gotować, ani czekać… Wchodzisz do pierwszej lepszej żabki za rogiem i kupujesz hotdoga, albo jedziesz do pobliskiego McDonalda tanio i szybko się przysłowiowo „napchać pod korek” i dać upust emocjom towarzyszącym w ciągu całego dnia. Dlaczego tak się dzieje?

Główna przyczyna podjadania

Główną przyczyną podjadania w ciągu dnia jest to, że jesteśmy głodni, co jest w miarę logiczne. Zadajmy sobie teraz pytanie.. dlaczego doprowadzamy się do takiego stanu? Czy nie lepiej byłoby temu zapobiec? Wystarczy każdego dnia wejść na dosłownie 25-45 minut do kuchni i przygotować pełnowartościowe posiłki na cały dzień. Najtrudniejszym w tym wszystkim jest tak naprawdę zaplanowanie swojego jadłospisu, gdyż on zależy już od wielu czynników. Takich jak chociażby długości przerw w pracy, zdolności kulinarnych, predyspozycji czasowych, stanu zdrowotnego, finansy, itd.

Planowanie… niby tak banalne, a jednak przysparza nam tyle trudności..

Sama idealna nie jestem, często w wirze pracy nie zdążę przygotować dla siebie posiłków. Czym to się kończy? Idę na trening. Droga którą muszę przebyć aby dostać się do boxa wraz treningiem zajmuje niekiedy nawet ok. 5 godzin. Zanim wrócę do domu aby zjeść, po drodze odwiedzę pierwszy lepszy sklep i „zapcham” głoda jakimiś waflami ryżowymi czy też owocami. Niekiedy uda mi się doczekać powrotu do domu bez takowych odwiedzin, aczkolwiek to co „przegryzę” z lodówki czekając aż ugotuje mi się pełnowartościowy obiad, bardzo często zawiera o wiele za dużo kalorii, które są po prostu niepotrzebnie spożytkowane, gdyż absolutnie nie dają mi poczucia sytości, a jedynie doprowadzają do nadwyżki kalorycznej.

W takich momentach należy zawsze usiąść i zrobić sobie „rachunek sumienia”. Dlaczego nie zaplanowałam tego wcześniej? Dlaczego nie przewidziałam, że któryś z obowiązków mi się przedłuży i nie zdążę przygotować lunchboxów? Jak w przyszłości mogę zapobiec takim sytuacjom? W jaki sposób mogę lepiej organizować swój czas w ciągu dnia?

Kolejną kwestią są diety o zbyt wielu restrykcjach oraz nieodpowiednio dobranej kaloryczności do naszych potrzeb. Diety typu tysiąc kalorii, detoksy, ograniczanie tłuszczy w diecie praktycznie do zera… Kochani nie tędy droga. Żadna ze skrajności nigdy nie była, nie jest i nie będzie dobra. Dieta powinna być odpowiednio zbilansowana do potrzeb. Tak jak pisałam we wcześniejszych wpisach, nie ma czegoś takiego jak „uniwersalna dieta”, która będzie dobra dla każdego. To jaki tryb życia prowadzisz, jaki jest Twój stan zdrowia, czy też chociażby najzwyklejsze dane antropometryczne mają ogromny wpływ na Twoje zapotrzebowanie energetyczne oraz rozkład makroskładników, który będzie dla Ciebie optymalny. A co do zbyt dużej ilości restrykcji… jeżeli cały czas sobie wszystkiego odmawiasz: bo gluten, bo laktoza, bo pestycydy, bo hormony… w pewnym momencie głowa nie wytrzyma, co w konsekwencji może doprowadzić do zaburzeń odżywiania, czy też niezdrowych relacji z jedzeniem. Wpłynie to negatywnie na Twoje samopoczucie i funkcjonowanie w życiu codziennym.

Ostatnią kwestią, którą chciałabym poruszyć jest emocjonalnie jedzenie. Bardzo często w skrajnych dla nas sytuacjach życiowych, które kosztują nas wiele stresu, nerwów, czy też łez, nie mamy hamulców w jedzeniu. „Wynagradzamy” sobie przebyty trud, czy też „zajadamy” stres. W tym przypadku jedyną radą jaką mogę dać, jest postrzeganie wszystkiego ze zdrowym rozsądkiem. Rozstałaś się z facetem? Masz problemy finansowe? Straciłaś najlepszą przyjaciółkę? Okej, wyjdź ze znajomymi do knajpki, zjedz ulubioną potrawę, spędź miło czas i „odreaguj” codzienne stresy. Jesteśmy tylko ludźmi… ale nie kupuj kubła lodów i tony słodyczy, zaszywając się samej w pokoju i nie płacz do poduszki oglądając dramaty w telewizji, bo to Ci z pewnością nie pomoże…

Reasumując, doprowadzając w ciągu dnia do uczucia głodu, narażamy się na ryzyko podjadania, emocjonalnego zagryzania stresu, czy też kompulsywnych, niepohamowanych napadów konsumpcji pożywienia. Konsekwencją każdej z wymienionych opcji w większości przypadków, jest doprowadzenie do dodatniego bilansu kalorycznego, przez co nasza redukcja może okazać się nieskuteczna. Zamiast chudnąć, będziemy przybierać na wadze, bądź też pogarszać skład ciała (%BF/ masy mięśniowej).

Jak temu zapobiec?

Przede wszystkim PLANUJ SWOJE ŻYWIENIE. Nie wiesz jak się za to zabrać? Brakuje Ci wiedzy w tym temacie? Zgłoś się do kompetentnej osoby, która pomoże wyliczyć Ci Twoje zapotrzebowanie energetyczne oraz ustali odpowiednią strategię żywieniową wraz z jadłospisem do Twoich potrzeb. Czy dietetyk jest Ci potrzebny na całe życie? Absolutnie NIE! Zawsze mówię swoim podopiecznym, że pomagam im dojść do pewnego celu, uczę iść świadomości żywieniowej oraz zdrowych nawyków żywieniowych, tak aby później samodzielnie mogli „panować” nad swoim życiem i zdrowiem.

 

< Powrót do wszystkich wpisów